W poniedziałek, całkiem przypadkiem oglądałam program tzw. śniadaniowy (zwykle nie mam okazji, bo telewizora w moim domu brak). I dowiedziałam się, że zmarła Magda Prokopowicz, założycielka i prezeska fundacji Rak'n'roll. Oczywiście puściły mi nerwy, jakoś nie jestem w stanie odciąć się emocjonalnie od wiadomości, że ktoś umiera na raka. O Magdzie było dosyć głośno, powstał o niej film, udzielała się także społecznie w wielu akcjach, o których pisano i mówiono w mediach. Zmarła po 8 latach walki z nowotworem i choć przez wszystkie te lata wierzyła, że ją wygra, niestety przegrała.
Gdy docierają do mnie takie smutne wiadomości, ogarnia mnie na moment zwątpienie. Może i mnie czeka taki los? Choć od zakończenia chemii minęły dwa lata i mam się dobrze - jestem zupełnie "czysta", nie ma śladu po nowotworze, żyję całkiem normalnie i tylko od czasu do czasu zdarzają się gorsze dni, to jednak informacje o tym, że komuś się nie powiodło sprawiają, że przychodzi mi do głowy myśl: a co jeśli zostało mi mało czasu?
Szczerze mówiąc, nie znam odpowiedzi na to pytanie. Może przyspieszyłabym podjęcie jakichś decyzji, może wyruszyłabym w podróż dookoła świata, może spięłabym się i przebiegła półmaraton albo nawet maraton. Może. Wiem natomiast, że nie zmieniłabym mojego makrobiotycznego stylu życia, bo uważam, że jest on "luksusowy", i że prowadzi mnie on prostą, choć nie zawsze łatwą, drogą do zdrowia.
Po momencie zwątpienia, czy faktycznie będzie tak jak zakładam - że uda mi się przeżyć kolejne 70 lat (tak, tak - mam zamiar obchodzić setne urodziny i cieszyć się w tym dniu dobrym zdrowiem:), przyszła mi do głowy myśl, że przegrana walka Magdy to kolejny dowód na bezradność medycyny wobec raka i na to, że oddanie się w ręce lekarzy i zaufanie im, nie sprawi, że wygramy z chorobą. Oczywiście zawsze znajdą się głosy, że dzięki medycynie ktoś przeżył dłużej niż wskazywały na to rokowania, ale przecież nie o to chodzi. Przynajmniej nie mnie. Nie chcę być do końca życia skazana na przyjmowanie ciężkich leków i regularne wizyty w szpitalu. Chcę być niezależna od lekarzy, służby zdrowia i farmacji i korzystać z ich usług tylko w wyjątkowych wypadkach. Marzyłabym, żeby kiedyś w Polsce, na wzór Niemiec, każdy sam mógł decydować czy leczy się konwencjonalnie czy nie, i żeby te decyzje były szanowane a każdy sposób leczenia refundowany. Z pewnością zmieniłabym wtedy onkologa (i każdego innego specjalistę) na lekarza medycyny chińskiej. Mam do medycyny chińskiej 100% zaufanie, bo nie traktuje się w niej człowieka jako zespołu narządów, tylko jako całość, a leczenie polega na doborze odpowiedniej diety i ziół i prowadzeniu odpowiedniego stylu życia. Akupunktura jest tutaj tylko dodatkiem, ale jakże skutecznym! (Wiem, bo sama się przez jakiś czas w ten sposób leczyłam, niestety mój portfel tego nie wytrzymał na dłuższą metę, a i z przestrzeganiem wszystkich zaleceń miałam czasami problemy).

Nie wiem, jaki los mnie czeka, choć liczę na to, że osiągnę to, do czego zmierzam. Wiem, czego chcę i wiem jaka droga mnie do tego zaprowadzi (choć gdy moje hormony w wyniku terapii wariują, to ja wariuję razem z nimi i są dni, że nie wiem ani czego chcę, ani po co żyję).
Nie wierzę, że jakiś lekarz będzie za wszelką cenę walczył o moje życie, ani że zależy mu na tym, żebym przestała być pacjentką tego przedsionku czyśćca, jakim jest centrum onkologii. To, jak będzie zależy głównie ode mnie i od tego, czy los będzie mi sprzyjał. Słowa Magdy Prokopowicz (jedno z przykazań jej antyrakowego dekalogu):
"Medycyna konwencjonalna jest podstawą w leczeniu raka! Próbowałam wielu dodatkowych metod, ale to chemia, naświetlania i hormonoterapia mi pomogły!"
powinny dać wszystkim do myślenia. Te metody często faktycznie pomagają, ale równie często mocno szkodzą, a co najważniejsze - nie leczą.
Rak to nie wyrok, ale nie każdemu uda się go "wyrollować" za pomocą medycyny. On prędzej czy później wróci. Historia Magdy, ale również dr Davida Servan-Schreiber'a, autora "Antyraka" (swoje ostatnie miesiące spisał we wspaniałej książce "Można żegnać się wiele razy") i milionów innych ludzi, którzy przegrali życie z rakiem to przestroga i powód, aby zastanowić się w jaki sposób dbamy o własne zdrowie i na ile jest ono dla nas ważne. Cokolwiek robimy, myślimy i czujemy ma na nas wpływ. I w tym należy szukać lekarstwa i sposobu na zachowanie (lub odzyskanie) zdrowia i osiągnięcie długowieczności.