Dlaczego makrobiotyka?

Ten blog to dokumentacja rewolucji jaka dokonała się w moim życiu za sprawą makrobiotyki w wersji wegańskiej. Do zainteresowania się nią skłoniła mnie przebyta choroba nowotworowa. Chciałabym podzielić się moimi doświadczeniami, pomysłami na pyszne wegańskie makrobiotyczne posiłki i rozważaniami o zdrowiu i naturalnym stylu życia.
Makrobiotyka to nie tylko "dieta", ale styl życia, sposób myślenia i postępowania. Makrobiotyka, choć niektórym może wydawać się bardzo rygorystyczna (bo przecież trzeba zrezygnować z produktów pochodzenia zwierzęcego i większości tzw. normalnego jedzenia) i trudna do zrealizowania (posiłki przygotowywane są na bieżąco i kilka godzin dziennie trzeba spędzić w kuchni), jest tak naprawdę jedną wielką przygodą. Jedzenie makrobiotyczne jest pyszne, naturalne, energetyczne, służy naszemu zdrowiu, przywraca równowagę i daje jasność umysłu. Kuchnia makrobiotyczna to pole popisu dla osób kreatywnych, które lubią eksperymentować, ale jednocześnie w życiu realizują się w wielu innych dziedzinach. Im dłużej stosujesz makrobiotykę, tym mniej zastanawiasz się co ugotować, jak skomponować posiłki, wystarczy, że interpretujesz sygnały, które wysyła ci twoje ciało i po prostu gotujesz "intuicyjnie". I każdy posiłek staje się prawdziwą ucztą.


niedziela, 3 października 2010

Krem zbożowy


Skoro była już dzisiaj mowa o zbożach to podam od razu przepis na krem zbożowy – polecam szczególnie na śniadanie.
Do przygotowania kremu potrzebujemy dwa rodzaje zbóż: np. kaszę jaglaną i orkisz albo żyto (w proporcjach 3:1), albo ryż i owies (3:1). Zboża gotujemy w szybkowarze albo tradycyjnie, w obu przypadkach dobrze jest namoczyć ziarna na kilka godzin przed gotowaniem i wypłukać (kasz to nie dotyczy). Jest to dosyć istotne, bo pozbywamy się w ten sposób fitynianów, które upośledzają wchłanianie minerałów i ich wykorzystanie przez organizm. Poza tym namoczone ziarna stają się bardziej lekkostrawne. Gdy gotujemy w zwykłym garnku ma to też takie znaczenie, że czas gotowania będzie krótszy (ale i tak będziemy potrzebować około kilkudziesięciu minut). Gdy nam zimno można zamiast moczenia zastosować prażenie (na suchej patelni) ziaren przed gotowaniem – stają się one wtedy bardziej jang – mają więcej energii i dają więcej ciepła.

Po ugotowaniu ziarna mielmy w malakserze na pastę i dolewamy wody – ilość zależy od konsystencji, którą chcemy uzyskać. Dodajemy ekologiczne owoce suszone (niesiarkowane, suszone na słońcu śliwki, morele, rodzynki, figi; żurawiny nie polecam, bo jest zawsze słodzona) albo mus z jabłek i dyni, można posypać zmielonymi orzechami, nasionami, pestkami i cynamonem. Zaznaczam, że do przygotowania kremu lepiej wziąć więcej zbóż (na dwie osoby minimum szklankę kaszy albo ryżu i 1/3 szklanki ziaren żyta/owsa/orkiszu), żeby nie głodować do obiadu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz