Dlaczego makrobiotyka?

Ten blog to dokumentacja rewolucji jaka dokonała się w moim życiu za sprawą makrobiotyki w wersji wegańskiej. Do zainteresowania się nią skłoniła mnie przebyta choroba nowotworowa. Chciałabym podzielić się moimi doświadczeniami, pomysłami na pyszne wegańskie makrobiotyczne posiłki i rozważaniami o zdrowiu i naturalnym stylu życia.
Makrobiotyka to nie tylko "dieta", ale styl życia, sposób myślenia i postępowania. Makrobiotyka, choć niektórym może wydawać się bardzo rygorystyczna (bo przecież trzeba zrezygnować z produktów pochodzenia zwierzęcego i większości tzw. normalnego jedzenia) i trudna do zrealizowania (posiłki przygotowywane są na bieżąco i kilka godzin dziennie trzeba spędzić w kuchni), jest tak naprawdę jedną wielką przygodą. Jedzenie makrobiotyczne jest pyszne, naturalne, energetyczne, służy naszemu zdrowiu, przywraca równowagę i daje jasność umysłu. Kuchnia makrobiotyczna to pole popisu dla osób kreatywnych, które lubią eksperymentować, ale jednocześnie w życiu realizują się w wielu innych dziedzinach. Im dłużej stosujesz makrobiotykę, tym mniej zastanawiasz się co ugotować, jak skomponować posiłki, wystarczy, że interpretujesz sygnały, które wysyła ci twoje ciało i po prostu gotujesz "intuicyjnie". I każdy posiłek staje się prawdziwą ucztą.


niedziela, 16 października 2011

Kopytka z cukinii (lub dyni)


Cukinię (dynię) obieramy ze skórki i gotujemy na parze do miękkości. Następnie przekładamy do miski i miksujemy na jednolitą masę. Stopniowo dodajemy mieszanki mąki kukurydzianej i ryżowej oraz 2 łyżki oliwy z oliwek, i mieszamy dokładnie mikserem. Zaczynamy od mniej więcej tej samej ilości cukinii i każdej mąki, czyli na szklankę zmiksowanej cukinii bierzemy szklankę mąki kukurydzianej i szklankę mąki ryżowej. Przyprawiamy kurkumą, odrobiną soli i pieprzu.
Porcję ciasta wykładamy na posypaną mąką stolnicę i ugniatamy dodając mąkę, aż ciasto będzie miało taką konsystencję, że będzie można je „zrolować” w dłoniach (postępujemy dokładnie tak, jak w przypadku tradycyjnych kopytek z ziemniaków).
Wałek (rolkę) ciasta kroimy nożem na kawałki.
Przygotowane w ten sposób kopytka wkładamy do gotującej wody. Wyjmujemy je, gdy zaczną wypływać na wierzch.
Podajemy z sosem pieczarkowym, miso lub chińskim.
PS. Tak przygotowane ciasto można równie dobrze upiec, ale przyprawy musimy wtedy dodać na koniec. Do wersji pieczonej proponuję rodzynki i cynamon. Piecze się ok. 30 minut w 180 stopniach na termoobiegu. Pychota:)

3 komentarze:

  1. I smaczne, tylko dosyć pracochłonne:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Do tej pory robiłam takie kopytka z marchewki, również w piekarniku są pyszne trochę słodkie ale dobre. Jutro wypróbuję wersję z cukinią w roli głównej :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń