Dlaczego makrobiotyka?

Ten blog to dokumentacja rewolucji jaka dokonała się w moim życiu za sprawą makrobiotyki w wersji wegańskiej. Do zainteresowania się nią skłoniła mnie przebyta choroba nowotworowa. Chciałabym podzielić się moimi doświadczeniami, pomysłami na pyszne wegańskie makrobiotyczne posiłki i rozważaniami o zdrowiu i naturalnym stylu życia.
Makrobiotyka to nie tylko "dieta", ale styl życia, sposób myślenia i postępowania. Makrobiotyka, choć niektórym może wydawać się bardzo rygorystyczna (bo przecież trzeba zrezygnować z produktów pochodzenia zwierzęcego i większości tzw. normalnego jedzenia) i trudna do zrealizowania (posiłki przygotowywane są na bieżąco i kilka godzin dziennie trzeba spędzić w kuchni), jest tak naprawdę jedną wielką przygodą. Jedzenie makrobiotyczne jest pyszne, naturalne, energetyczne, służy naszemu zdrowiu, przywraca równowagę i daje jasność umysłu. Kuchnia makrobiotyczna to pole popisu dla osób kreatywnych, które lubią eksperymentować, ale jednocześnie w życiu realizują się w wielu innych dziedzinach. Im dłużej stosujesz makrobiotykę, tym mniej zastanawiasz się co ugotować, jak skomponować posiłki, wystarczy, że interpretujesz sygnały, które wysyła ci twoje ciało i po prostu gotujesz "intuicyjnie". I każdy posiłek staje się prawdziwą ucztą.


wtorek, 28 grudnia 2010

Pierniki makrobiotyczne

Ten wpis powinien był się pojawić przed świętami, ale jak co roku tyle było zamętu, przygotowań i pakowania, że nie zdążyłam nic napisać. Ale ponieważ święta na dobrą sprawę się jeszcze nie skończyły, bo przecież przed nami jeszcze Sylwester, a od Nowego Roku również 6 stycznia będzie dniem wolnym od pracy, nic straconego - możemy nadal piec i gotować, choć jak sądzę większość myśli raczej o diecie (ten, kto zachowuje umiar w okresie świątecznym, pościć nie musi i nawet nie ma ochoty:)

Ciasto na pierniki przygotowujemy według następującej receptury (inspirowanej przepisem na spód z ciasta kruchego z książki Paula Pitchforda "Odżywianie dla zdrowia"):
  • 1/2 filiżanki mąki gryczanej
  • 1/2 filiżanki mąki ryżowej
  • 1/2 filiżanki mąki pszennej razowej
  • 1/4 filiżanki oleju sezamowego (nierafinowanego, tłoczonego na zimno)
  • łyżeczka lecytyny sojowej rozpuszczona w odrobinie wody (zastępuje jajko)
  • kilka łyżek soku owocowego (najlepiej jabłkowego)
  • przyprawy korzenne (goździki, cynamon, kardamon, gałka muszkatołowa)
Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni. Łączymy suche składniki i dodajemy lecytynę i sok, bardzo dobre są soki firmy Teso (pasteryzowane, z prasowanych owoców, 100% soku bez żadnych dodatków, w szklanych butelkach). Ciasto powinno mieć taką konsystencję aby można je było cienko rozwałkować. Foremkami wycinamy kształty pierników. Pieczemy ok 10 minut.
Pierniki można ozdobić polewą np. z gorzkiej 90% czekolady, posypać orzechami i rodzynkami. Polewa nie jest wprawdzie makrobiotyczna, ale pierniki wyglądają pięknie i są jeszcze smaczniejsze. A w święta można od czasu do czasu zaszaleć, byle z umiarem :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza