Dlaczego makrobiotyka?

Ten blog to dokumentacja rewolucji jaka dokonała się w moim życiu za sprawą makrobiotyki w wersji wegańskiej. Do zainteresowania się nią skłoniła mnie przebyta choroba nowotworowa. Chciałabym podzielić się moimi doświadczeniami, pomysłami na pyszne wegańskie makrobiotyczne posiłki i rozważaniami o zdrowiu i naturalnym stylu życia.
Makrobiotyka to nie tylko "dieta", ale styl życia, sposób myślenia i postępowania. Makrobiotyka, choć niektórym może wydawać się bardzo rygorystyczna (bo przecież trzeba zrezygnować z produktów pochodzenia zwierzęcego i większości tzw. normalnego jedzenia) i trudna do zrealizowania (posiłki przygotowywane są na bieżąco i kilka godzin dziennie trzeba spędzić w kuchni), jest tak naprawdę jedną wielką przygodą. Jedzenie makrobiotyczne jest pyszne, naturalne, energetyczne, służy naszemu zdrowiu, przywraca równowagę i daje jasność umysłu. Kuchnia makrobiotyczna to pole popisu dla osób kreatywnych, które lubią eksperymentować, ale jednocześnie w życiu realizują się w wielu innych dziedzinach. Im dłużej stosujesz makrobiotykę, tym mniej zastanawiasz się co ugotować, jak skomponować posiłki, wystarczy, że interpretujesz sygnały, które wysyła ci twoje ciało i po prostu gotujesz "intuicyjnie". I każdy posiłek staje się prawdziwą ucztą.


sobota, 10 stycznia 2015

Wegańskie brownie z adzuki i dyni (także w wersji bezglutenowej)

Karnawał jeszcze trwa, więc od czasu do czasu można sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa w kuchni i przy stole, czyli np. na prawdziwe makrobiotyczne i wegańskie brownie.


Przepis, który prezentuję poniżej, powstał na bazie przepisu ultramaratończyka Scotta Jurka*, który batony czekoladowe z czerwoną soją zabiera z sobą na biegi. Ja zdecydowanie wolę powoli smakować każdy kawałek tego fantastycznego brownie zamiast pochłaniać je w biegu...
Jako że zeszłej jesieni cieszyliśmy się wyjątkowym urodzajem dyń i jeszcze wciąż mamy dyniowe zapasy, postanowiłam wzbogacić przepis o dynię hokkaido, przez co brownie jest jeszcze bardziej odżywcze i ma bardziej wyrazisty smak.


Przygotowanie:
Opakowanie (400 g) fasoli adzuki płuczemy i namaczamy na noc. Następnego dnia wodę odlewamy, wrzucamy fasolkę do rondla i gotujemy z 600 ml pokrojonej w średniej wielkości kawałki i obranej dyni, laską cynamonu, ziarnami kardamonu i kilkoma goździkami (czas gotowania: 1,5 godz.).
Nadmiar wody odparowujemy, ale trochę płynu może zostać.
Wyjmujemy przyprawy, a fasolkę i dynię mielimy blenderem na gładką masę. Następnie przekładamy ją do głębokiego naczynia i dodajemy: 4 czubate łyżeczki kakao i 2 karobu, łyżeczkę cynamonu, pół łyżeczki kardamonu i odrobinę gałki muszkatołowej, paczkę proszku do pieczenia (z kamienia winnego), wanilię, po szklance mąki jaglanej i pszennej razowej (lub ryżowej w wersji bez glutenu), czubatą łyżkę skrobi kukurydzianej, po pół szklanki oleju (sezamowego lub ryżowego) i melasy buraczanej, pół szklanki sparzonych i odsączonych z wody rodzynek i nieco mniej jagód goji. Ciasto powinno mieć dosyć gęstą konsystencję - gdy nałożymy je na łyżkę, to nie powinno samo "odchodzić". Miksujemy wszystkie składniki razem i przekładamy do formy wyłożonej papierem do pieczenia.

Pieczemy na termoobiegu w temp. 180 stopni przez ok. 70 minut. 
Gdy ciasto ostygnie polewamy je gorzką czekoladą (najlepiej rozpuścić ją w tzw. wodnej kąpieli i rozprowadzić pędzelkiem) i posypujemy wiórkami kokosowymi.

Smacznego!


zob. książka "Jedz i biegaj"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz