Dlaczego makrobiotyka?

Ten blog to dokumentacja rewolucji jaka dokonała się w moim życiu za sprawą makrobiotyki w wersji wegańskiej. Do zainteresowania się nią skłoniła mnie przebyta choroba nowotworowa. Chciałabym podzielić się moimi doświadczeniami, pomysłami na pyszne wegańskie makrobiotyczne posiłki i rozważaniami o zdrowiu i naturalnym stylu życia.
Makrobiotyka to nie tylko "dieta", ale styl życia, sposób myślenia i postępowania. Makrobiotyka, choć niektórym może wydawać się bardzo rygorystyczna (bo przecież trzeba zrezygnować z produktów pochodzenia zwierzęcego i większości tzw. normalnego jedzenia) i trudna do zrealizowania (posiłki przygotowywane są na bieżąco i kilka godzin dziennie trzeba spędzić w kuchni), jest tak naprawdę jedną wielką przygodą. Jedzenie makrobiotyczne jest pyszne, naturalne, energetyczne, służy naszemu zdrowiu, przywraca równowagę i daje jasność umysłu. Kuchnia makrobiotyczna to pole popisu dla osób kreatywnych, które lubią eksperymentować, ale jednocześnie w życiu realizują się w wielu innych dziedzinach. Im dłużej stosujesz makrobiotykę, tym mniej zastanawiasz się co ugotować, jak skomponować posiłki, wystarczy, że interpretujesz sygnały, które wysyła ci twoje ciało i po prostu gotujesz "intuicyjnie". I każdy posiłek staje się prawdziwą ucztą.


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przez żołądek do... zdrowia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przez żołądek do... zdrowia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 czerwca 2012

Fundusze promocji nieszczęścia - czy mięso trzeba reklamować?

Od kiedy wyprowadziłam się z rodzinnego domu nie posiadam telewizora. Za to radia słucham codziennie, choć bardzo selektywnie. Zauważyłam, że tematy kulinarne są dość popularne w różnych stacjach, a chyba szczególnie w Jedynce i Trójce Polskiego Radia. 
Można tam usłyszeć np. kto jakiego karpia i gdzie kupił na Wigilię, jak najlepiej rybę przyrządzić, często też jest mowa o różnych daniach wykwintnych, np. z owoców morza lub najdroższej na świecie wołowiny pochodzącej z okolic Kobe w Japonii (swoją drogą ten wątek też jest wart opisania). No cóż, z wypowiedzi redaktorów i słuchaczy można wysnuć wniosek, że największe przysmaki stanowią pokarmy pochodzenia zwierzęcego, szczególnie zaś mięso.
Biorąc pod uwagę kulinarne upodobania znacznej części ludzi do mięsa zastanawia mnie fakt, że istnieją specjalne fundusze i programy rządowe promujące spożywanie go. Nie miałam o tym pojęcia dopóki nie usłyszałam w radio reklamy finansowanej z Funduszu Promocji Mięsa Wieprzowego, w której była mowa między innymi o wielowiekowej tradycji spożywania wieprzowiny ma w Polsce oraz o jej prozdrowotnych właściwościach (wymieniono wysoką zawartość białka, witaminy B1 i żelaza). Istnieją też fundusze promocji mięsa wołowego, końskiego, owczego, drobiowego... Totalna zgroza! Czy w obliczu coraz powszechniejszych zaleceń lekarzy oraz specjalistów zajmujących się żywieniem jak Paul Pitchford, Bożena Żak-Cyran, Kazimierz Kłodawski czy Magłorzata Desmond, o profilaktycznym znaczeniu znacznego ograniczenia (lub całkowitego zaprzestania) spożycia mięsa i produktów odzwierzęcych na rzecz zwiększenia spożycia pokarmów roślinnych do 5, a nawet 9 porcji dziennie, wydawanie publicznych pieniędzy na tego rodzaju cele jest sensowne? Jestem pewna, że można byłoby lepiej zainwestować te pieniądze...
Mam niestety takie "skrzywienie", że robiąc zakupy spoglądam na to, co inni mają w koszykach. Ludzi naprawdę nie trzeba namawiać do jedzenia mięsa, bo większość z nich kupuje głównie mięso i nabiał i tym właśnie się żywi (faktem jest, że kupowanie warzyw i owoców w hipermarketach jest bezcelowe z uwagi na ich fatalną jakość, ale przecież nie jest do przeszkoda nie do pokonania).
Liczę na to, że dokonująca się obecnie zmiana kursu w środowisku lekarzy i osób zawodowo zajmujących się zdrowiem w kierunku diety roślinnej wpłynie w przyszłości na faktyczne ograniczenie spożywania mięsa i zmiany w świadomości żywieniowej ludzi. Jednak obawiam się, że zanim to nastąpi społeczeństwa wysoko rozwinięte i rozwijające się będą dziesiątkowane przez choroby cywilizacyjne, a miliony zwierząt i środowisko naturalne ucierpią wskutek powszechnego na całym świecie chowu wielkoprzemysłowego.

środa, 28 marca 2012

Weganizm - na zdrowie!

Polecam bardzo ciekawy wywiad z lekarzem medycyny, dr Edytą Biernat - Kałużą, która przez wiele lat leczyła się konwencjonalnie, korzystając wyłącznie z "dobrodziejstw" medycyny na RZS i stwardnienie rozsiane. Dopiero gdy jej stan był naprawdę ciężki i nie rokujący żadnej poprawy, zdecydowała się na post, a potem na radykalną zmianę sposobu odżywiania.
Dziś sama leczy swoich pacjentów dietą roślinną i propaguje naturalne żywienie oparte na zbożach, warzywach, owocach, roślinach strączkowych i nasionach.
Wszystko to, o czym mówi pani doktor jest bardzo ciekawe, a dla osób chorych i cierpiących bardzo krzepiące!
Nie ma rzeczy niemożliwych, a klucz do zdrowia jest tuż pod ręką:)



dieta wegańska - dr n. med. Edyta Biernat - Kałuża from liberation on Vimeo.

wtorek, 27 marca 2012

Wspomnienia i inspiracje z kursu makrobiotyki :)

Tak długiej przerwy w pisaniu na blog jeszcze nie miałam. Od ostatniego wpisu upłynęło półtora miesiąca...
W tym czasie oczywiście kontynuowałam makrobiotykę, a nawet więcej - zgłębiałam ją na kursie prowadzonym przez Bożenę Ryszawską-Grzeszczak z wrocławskiego Ośrodka Edukacji Makrobiotycznej. Kurs odbył się w Akademii Terapii Naturalnych we Wrocławiu i składał się z dwóch części, w trakcie których zaznajomiliśmy się z teorią makrobiotyki, rozważaliśmy czym jest zdrowie i jak je pielęgnować za pomocą diety, uczestniczyliśmy w pokazie gotowania makrobiotycznego i poznaliśmy smak the best food ever (nadmienię, że Bożena uraczyła nas tak wspaniałym jedzeniem i tak pięknie podanym, że nie sposób jej dorównać:)
To, czego się dowiedziałam i to, czego miałam okazję posmakować zainspirowało mnie do zmodyfikowania dotychczasowego sposobu odżywiania. Oprócz nowych potraw, które na stały weszły do naszego codziennego menu, zmieniłam skład posiłków i sposób ich podawania. Zamiast jednej potrawy, przygotowuję kilka według "klucza": na talerzu powinny się znaleźć różne kolory i smaki, a składniki posiłku powinny być przyrządzone na różne sposoby (surowe, duszone, smażone itd.). Dodatkowo, zamiast podawać wszystko na stół w osobnych naczyniach, komponuję posiłek bezpośrednio na talerzu. Dzięki tym zmianom, makrobiotyka satysfakcjonuje mnie jeszcze bardziej, w tym sensie, że po posiłku czuję się syta i "kulinarnie zaspokojona", co przedtem wcale nie było regułą (najczęściej musiałam zjeść naprawdę dużo, żeby się nasycić, że nie wspomnę o łaknieniu czegoś słodkiego zaraz po posiłku). Fakt, że jadam bardziej różnorodnie nie oznacza, że spędzam w kuchni więcej czasu. Przygotowanie surówki nie jest zbyt czasochłonne, podobnie jak ugotowanie dodatkowej porcji kaszy. Poza tym, gdy przygotowuje się więcej różnych pokarmów, można je częściowo wykorzystać do kolejnych posiłków (np. kasza może być jednego dnia podana "na sypko", a drugiego w formie kotlecików).
A oto kilka posiłków zainspirowanych kursem, które dedykuję Bożenie:)


- kotlet z żyta z warzywami
- pęczak gotowany z podsmażoną cebulką, papryką i porem
nishime z marchwi, białej rzepy i cebuli
- surówka z czerwonej kapusty
- sushi z kapusty włoskiej z marchwią, kapustą kiszoną i sosem orzechowo-musztardowym





- pieczone kotleciki z pszenicy
- brukselka gotowana na parze, podana z olejem lnianym i gomasio
- nishime z marchwi, selera i czerwonej cebuli
- smażone liście cykorii w cieście z mąki cieciorkowej





- kotlety z pszenicy z porem, cebulką i tamari
- nituke z kapusty włoskiej i marchwi
- gotowane tarte buraczki
- sałatka z ciecierzycy z czarnymi oliwkami, suszonymi pomidorami i bazylią 
- kiszony ogórek 



- placki z brokuła z sosem orzechowo-musztardowym
- nishime z marchwi, białej rzepy i czerwonej cebuli
- kapusta kiszona z marchewką
- ryż z sosem pomidorowo-paprykowym 








- liście kapusty pekińskiej gotowane na parze z sosem orzechowo-musztardowym
- frytki ze słodkich ziemniaków (smażone krótko na oleju)
- kotleciki z prosa z tofu i wiórkami kokosowymi 








- pęczak  gotowany z podsmażoną cebulką, porem i suszoną włoszczyzną
- kapusta włoska gotowana na parze podana z sosem orzechowo-musztardowym i prażonymi pestkami dyni i nasionami słonecznika z dodatkiem tamari
- kotleciki z fasoli adzuki
- surówka z marchwi i selera z rodzynkami, polana sosem cytrynowo-imbirowym z dodatkiem miodu




Przysięgam, że każdy z tych posiłków to był prawdziwy kulinarny odlot!!!

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Dla zdrowia dzieci!

Zachęcam wszystkich rodziców do zapoznania się z akcją "Zdrowy przedszkolak".
Wiele kobiet (oczywiście przy wsparciu swoich gotujących mężów;) robi bardzo wiele w kierunku wprowadzenia i potem utrzymania zrównoważonej diety wśród członków rodziny.
Czasem opór stawiają panowie mężowie, gdyż znacznie częściej niż kobiety okazują oni duże przywiązanie do mięsa (zaznaczam, że taka opinia jest wynikiem tylko i wyłącznie moich prywatnych obserwacji).
Jednak zrównoważone odżywianie jest nie w smak także najmłodszym członkom rodzin. Często w domu dzieci otrzymują najlepsze (=najzdrowsze) pokarmy, ale już poza domem, czyli w przedszkolu, w którym dziecko spędza dużą część dnia, serwuje się dzieciom jedzenie, które nie służy ich zdrowiu. Dieta przedszkolna pozostaje najczęściej w całkowitej sprzeczności z tym, co dziś (i nie od dziś) wiadomo na temat zrównoważonego odżywiania dla zdrowia.
Akcja "Zdrowy przedszkolak" ma na celu poprawę jakości odżywiania dzieci przedszkolnych i poszerzenie świadomości w zakresie naturalnego odżywiania. Do akcji mogą przyłączyć się wszyscy rodzice, którzy chcą aby  ich dzieci wspaniale rozwijały się dzięki zdrowej i zrównoważonej diecie, i aby ich wysiłki w kierunku wykształcenia u dzieci dobrych nawyków żywieniowych nie były niweczone w rezultacie nieprawidłowego żywienia w przedszkolu.

piątek, 11 lutego 2011

Jak się pozbyć niedoboru krwi

Wiele dolegliwości, takich jak choćby nadmierne wypadanie lub przedwczesne siwienie włosów, bolesne miesiączki, zaparcia czy też drętwienia dłoni mogą być spowodowane stanem, który w TCM (tradycyjnej chińskiej medycynie) określa się mianem niedoboru krwi.
Aby zrozumieć w czym tkwi przyczyna tego stanu, trzeba wiedzieć w jaki sposób krew jest wytwarzana. Według TCM krew powstaje w wyniku połączenia się składników odżywczych pobieranych z układu pokarmowego w wyniku działania śledziony i trzustki z esencją nerek Jing, której znaczna część jest przechowywana w szpiku kostnym.

poniedziałek, 7 lutego 2011

Cukier i słodycze cz. 3: Jak się od nich odzwyczaić

Najlepszym sposobem na odzwyczajenie się od słodyczy jest zmiana diety na taką, w której podstawowym pożywieniem są pełne ziarna zbóż. Posiłki powinny być proste i składać się ze zbóż, warzyw i roślin strączkowych. Pokarm należy długo przeżuwać, gdyż dzięki temu wydobyty zostanie jego słodki smak.
Innym ważnym zaleceniem jest zwrócenie uwago na równowagę Jin i Jang, szczególnie pod względem ilości soli w pożywieniu. Im więcej solimy, tym większa ochota na cukier, dlatego należy solić jak najmniej (dotyczy to również używania przypraw takich jak sosy sojowe oraz stosowania wodorostów) i unikać pokarmów o zdecydowanie słonym smaku - w ich miejsce spożywać pokarmy ostre, kwaśne lub gorzkie.

piątek, 4 lutego 2011

Cukier i słodycze cz. 2: O zgubnych skutkach nadmiernego spożycia cukru

Cukier jest paliwem dla organizmu zasilając funkcjonowanie narządów i układów. Cukry występujące w naturalnym nierafinowanym pożywieniu (np. w pełnych ziarnach zbóż) są zrównoważone przez odpowiednie minerały i dają stabilną i długotrwałą energię. Cukier poddany rafinacji (tzw. biały cukier) szybko i w dużych ilościach przedostaje się do krwiobiegu, wywołuje szok trzustki i żołądka i zakwasza organizm, który zaczyna zużywać własne rezerwy minerałów (konsekwencją tego procesu są np. niedobory wapnia w kościach). Osłabiony układ trawienny przestaje właściwie trawić i przyswajać substancje odżywcze. Pojawiają się wahania poziomu cukru we krwi i nasila się apetyt na słodycze.

środa, 2 lutego 2011

Cukier i słodycze cz. 1: Skąd się bierze syndrom smaku słodkiego?

Dla wielu osób rezygnacja z cukru jest bardzo trudna. Dlaczego tak się dzieje? Główną przyczyną jest powstanie tzw. syndromu smaku słodkiego. Do większości ogólnie dostępnych produktów żywnościowych dodaje się obecnie biały (rafinowany) cukier. Doszło do tego, że kiedy produkt nie zawiera dodatku cukru jest to specjalnie zaznaczane na opakowaniu lub etykiecie. Wskazuje to tylko na fakt, że cukier jest praktycznie we wszystkim a jego nieobecność w składzie żywności staje się powoli czymś wyjątkowym.
Jak wiemy, metabolizm cukrów i białek wzajemnie na siebie oddziałują (zob. wpis o białku). Spożywając duże ilości cukru wywołujemy rosnące zapotrzebowanie na białko i na odwrót.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

O orzechach i nasionach

Mleko z nasion słonecznika
We współczesnej diecie spożywamy zdecydowanie za mało orzechów i nasion, a jeśli już, to nie zdajemy sobie sprawy z tego jak szybko tracą one swoje cenne właściwości.
Orzechy i nasiona zawierają wszystkie składniki pokarmowe niezbędne do zachowania witalności: witaminy, minerały, aminokwasy, węglowodany i tłuszcze, głównie w postaci niezbędnych kwasów tłuszczowych (bardzo dla nas korzystnych). Zawarta w nich witamina E jest bardzo dobrym przeciwutleniaczem, chroni nerwy, poprawia odporność i wpływa korzystnie na funkcjonowanie wątroby.
Jest jednak jeden problem: wszystkie te wartości zostają utracone w momencie, gdy orzechy i nasiona ulegną zjełczeniu. Z uwagi na najwyższą spośród wszystkich nieprzetworzonych pokarmów zawartość tłuszczów orzechy i nasiona bardzo szybko się psują: dochodzi do tego zaraz po wyłupaniu lub wyłuskaniu i nie zmienia tego, że zostały zapakowane próżniowo (a przecież tradycyjnie spożywamy orzechy i nasiona obrane i zapakowane w folię).

wtorek, 4 stycznia 2011

Jakie odżywianie takie życie cz.5: Bądź zdrowy i szczęśliwy dzięki makrobiotyce

W makrobiotyce wyklucza się produkty skrajnie jin i jang, a spożywa pokarmy zrównoważone, gwarantujące zachowanie zdrowia i sił witalnych. Należą do nich: pełne ziarna zbóż oraz produkty z nich wytworzone, warzywa (z ograniczonym udziałem psiankowatych), rośliny strączkowe, nasiona, orzechy, nierafinowane oleje i sól, wodorosty morskie (np. kombu, wakame, nori), produkty fermentowane (tamari, shoyu, miso, itp.), słody pozyskiwane ze zbóż, herbaty (bancha, sencha, kukicha), kawy zbożowe, niektóre przyprawy (świeży imbir, gomasio, rosnące lokalnie świeże zioła), woda studzienna i źródlana (ale nie butelkowana!).
Oczywiście obróbka termiczna (pieczenie, smażenie, gotowanie na parze itd.) nie pozostaje bez wpływu na wartości odżywcze i energię pokarmu, dlatego trzeba wiedzieć w jaki sposób przygotowywać potrawy w zależności od ich składu, aktualnie panujących warunków (ciepło – zimno, sucho - wilgotno) oraz naszego stanu zdrowia i ogólnego samopoczucia, aby były one jak najbardziej zrównoważone i korzystne dla nas.

wtorek, 30 listopada 2010

Tradycyjna medycyna chińska cz. 2: Natura termiczna pokarmów

Ciepło/zimno to podstawowa cecha pokarmów brana pod uwagę w zastosowaniach leczniczych. Termiczną naturę pokarmów determinują czynniki takie jak sposób i miejsce uprawy i zbioru, część rośliny/ciała zwierzęcia, z której przygotowujemy posiłek oraz sposób przygotowania (marynowanie, gotowanie, pieczenie itp.).
Natura termiczna pokarmów może ulec zmianie wraz z upływem czasu, np. bezpośrednio po spożyciu alkoholu czujemy się rozgrzani (jang), ale po jakimś czasie zaczniemy odczuwać chłód, gdyż alkohol jest generalnie jin, a więc skierowuje energię w dół i do wewnątrz, co powoduje ochłodzenie górnej i zewnętrznej części ciała. Pokarmy o ciepłej naturze termicznej powodują skierowanie energii w górę i na zewnątrz ciała.
Rośliny o korzystnych właściwościach termicznych rosną w odpowiednich strefach klimatycznych. Niektóre rośliny mają zmienną naturę termiczną – potrafią dostosować się do konkretnych okoliczności, np. mniszek lekarski (obniża lub podwyższa poziom cukru) lub żen-szeń (obniża lub podwyższa ciśnienie krwi).

czwartek, 25 listopada 2010

Jakie odżywianie takie życie cz.2: Wzorce żywieniowe dawniej i dziś

Jak zauważają we wstępie do książki „Dieta w walce z rakiem” jej autorzy, R. Believeau i D. Gingras, w naszym kręgu kulturowym jako główną funkcję odżywiania uznaje się dostarczanie energii niezbędnej do życia, a pokarm opisuje się głównie jako źródło kalorii i witamin. Konsekwencją tego stanu rzeczy jest nadmierne przywiązywanie wagi do spożycia białek i tłuszczów i nadrzędne miejsce, jakie zajmują one w diecie przeciętnego Europejczyka czy Amerykanina.
Jak dowiadujemy się z książki Bożeny Żak-Cyran „Energia życia, energia pożywienia”, jeszcze sto lat temu było zupełnie inaczej. W diecie dominowały pełne ziarna zbóż (oraz produkty z nich wytwarzane) i warzywa (kolejno 40% i 30% dziennego spożycia). Ponadto codziennie jadano rośliny strączkowe (10%) i zupy (5%), natomiast mięso, ryby, jaja, nabiał i owoce stanowiły tylko nieznaczną część (15%) dziennego menu. Spożywano więc głównie pokarmy biotwórcze (ziarna, fasole, kiełki, itp.) oraz bioaktywne (produkty wytwarzane z pełnego ziarna, oleje tłoczone na zimno, itp.).

poniedziałek, 22 listopada 2010

Jakie odżywianie takie życie cz.1

Na początek postawmy sobie kilka pytań: czym jest odżywianie? Czy zastanawiamy się nad tym, co się dzieje w momencie gdy jemy? Czy zwracamy uwagę na to co, w jakich okolicznościach i o jakiej porze spożywamy? 
Na podstawie samej tylko obserwacji zachowań różnych ludzi trudno jednoznacznie odpowiedzieć na te pytania. Bo przecież z jednej strony każdego dnia stykamy się z osobami, które przyznają się do tego, że pochłonięte pracą, nie mają czasu na jedzenie, więc ograniczają się do zjedzenia w pośpiechu śniadania, a potem już tylko zagryzają batony popijając kawą z firmowego ekspresu. Z drugiej strony ci sami ludzie są w stanie wydać sporo pieniędzy, żeby z wybrać się w weekend do restauracji na obiad lub kolację. Podobnie jest w święta – większość spędza długie godziny w kuchni starannie przygotowując liczne dania, które staną na świątecznym stole. 
Czy nie ma w tym pewnej sprzeczności? Przecież w gruncie rzeczy, w każdym z tych przypadków chodzi o jedzenie.

sobota, 13 listopada 2010

Co jedzą makrobiotycy? Część 2: Wodorosty


W makrobiotyce każdego dnia spożywa się w jakiejś postaci któryś z wodorostów: arame, hijiki, wakame, kombu, kelp, dulse lub nori, przy czym ich udział w codziennej diecie wynosi 5%. To w sumie niewiele, ale wystarczy, aby w sposób istotny dietę wzbogacić i zrównoważyć, gdyż wodorosty mają niezliczoną ilość korzystnych dla zdrowia właściwości. Należą do nich odtruwanie, oczyszczanie, zmiękczanie guzów i twardych mas wewnątrz ciała, nawilżanie, oczyszczanie układu limfatycznego, alkalizowanie krwi, przekształcanie śluzu, usuwanie pozostałości napromieniowania, a także detoksykacja w zatruciu radioaktywnymi i innymi toksycznymi metalami.

czwartek, 7 października 2010

Kapusta jakiej nie znajdziesz na polskim stole

Dzisiaj podaję przepis na danie z kapustą jako głównym składnikiem, ale najpierw chciałabym napisać parę słów, dlaczego kapustę warto jeść regularnie i w dużych ilościach ;)
Kapusta była znana i ceniona za swe właściwości prozdrowotne już w starożytności - kapustę jedzono, aby zachować dobre zdrowie lub żeby pozbyć się różnego typu dolegliwości (nawet tak poważnych jak guzy nowotworowe). Współcześnie kapusta nie należy do warzyw cieszących się największą popularnością wśród konsumentów w Europie i Ameryce Północnej, którzy chętniej sięgają po warzywa z innych rodzin niż kapustowate (a do nich oprócz kapusty należą między innymi kalafior, brokuł, brukselka czy jarmuż). Tymczasem w Azji, gdzie kapusta jest spożywana o wiele częściej niż u nas, ryzyko różnego rodzaju chorób nowotworowych jest mniejsze.

środa, 6 października 2010

Co jedzą makrobiotycy? (Część 1)

Jest to pytanie, które prędzej czy później pada, gdy na przyjęciu odmawiasz grzecznie zjedzenia czegokolwiek. Już wegetarianie mają problem w towarzystwie, bo często są zmuszani do tłumaczenia mięsożercom dlaczego z mięsa rezygnują (a powodów jest wiele, począwszy od światopoglądowych, na zdrowotnych kończąc). Weganie mają jeszcze gorzej, bo o ile większość ludzi jest w stanie przyjąć, że ktoś nie zjada zwierząt, bo jest przeciwny ich bezsensownemu zabijaniu, to już wykluczanie nabiału z diety uznają oni za niezdrowe dziwactwo, ponieważ nie widzą związku między jego spożywaniem a krzywdzeniem zwierząt.

niedziela, 26 września 2010

Dlaczego makrobiotyka?


Chyba zacznę od tego, dlaczego postanowiłam zostać makrobiotyczką.
O makrobiotyce dowiedziałam się na początku tego roku od pana K., od którego kupowałam zioła i preparaty ziołowe z Peru. Był on drugą osobą, która uświadomiła mi związek pomiędzy moją chorobą – rakiem piersi a odżywianiem. I to on polecił mi książki autorstwa Elaine Nussbaum i Małgorzaty Godlewskiej będące świadectwem ich powrotu do zdrowia. Obie autorki zastosowały dietę makrobiotyczną (łącznie z innymi „zabiegami” takimi jak np. masaż shiatsu) i to głównie ona przyczyniła się do ich sukcesu. Właściwie od początku czułam, że makrobiotyka to właściwy wybór, ale jeszcze przez dłuższy czas nie byłam gotowa, aby tak radykalnie zmienić moje odżywianie i życie.